Volkswagen Passat

Twój vwszrot na facebooku

stworzony przez admin dnia lip.02, 2013, w kategorii: Bez kategorii

Share
Postanowiłem publikować Wasze przygody z brykami VW na facebooku. Bardzo proszę, róbcie wpisy w komentarzu pod tym postem. Interesujące przygody będę zamieszczał na profilu https://www.facebook.com/Vwszrotpl
Ps.
Mój “pasek” ma się całkiem dobrze, ostatnio otrzymał nowe serce (kapitalny remont silnika). Okazało się, że “szklanki” – popychacze zaworów, zużywają się po około 250 tys km i jest to całkiem normalne w tym modelu. Pamiętajcie więc, co druga wymiana rozrządu razem ze szklankami!
Share
Skomentuj more...

Nie dla idiotów, czyli dla kogo?

stworzony przez admin dnia kwi.19, 2011, w kategorii: Bez kategorii

Share
Mam za sobą: 300 tys kilometrów na liczniku, stary rok i kilka napraw:

  • Wymianę sprzęgła wraz z kołem dwumasowym
  • Zabieg wycięcia filtra cząstek stałych i wstawienie emulatora
  • Czyszczenie turbo

Po każdej naprawie, której koszt idzie w tysiące złotych powtarzam sobie pytanie: skoro już tyle wymieniłem i naprawiłem to cóż jeszcze może się zepsuć?
Konstruktorzy VW zadbali o to abym regularnie otrzymywał odpowiedź na moje błahe pytanie. Jednak poziom finezji wzrasta wraz z każdą uzyskaną odpowiedzią.

Steering wheel still locked

”Steering wheel still locked” – kiedy zobaczyłem ten napis, okazało się, że samochodu nie można uruchomić, nie działa zapłon i co najgorsze, kierownica jest zablokowana. Awaria jak awaria, gdyby nie fakt, że zdarzyła się na drodze, przy wjeździe na posesję.
Ciarki mnie przeszyły kiedy uzmysłowiłem sobie, że awaria i w konsekwencji blokada kierownicy mogłaby się zdarzyć przy prędkości 140 km/h na łuku autostrady. Być może trafiłbym do policyjnych kartotek jako kolejny przypadek kierowcy, który z niewiadomych przyczyn zjechał na przeciwległy pas i ginąc zabrał z sobą całą rodzinę jadącą w aucie z naprzeciwka.
W Internecie znalazłem Pana, który przyjechał i naprawił usterkę. Wiązało się to z łącznym kosztem 800 zł.
Dowiedziałem się przy okazji, że producent zapewnia, iż podczas jazdy, nawet gdy zgaśnie silnik, mechanizm blokady kolumny kierownicy nie może się uaktywnić. Pamiętajmy jednak o tym, że funkcja blokady kierownicy to kolejny wynalazek speców z VW, który, jak pozostałe, może się zwyczajnie zepsuć.
Oczywistym jest fakt, że im więcej mechanizmów, elektroniki, czujników, etc. tym więcej elementów może ulec awarii. Ostatnio znajomy musiał pofatygować się z kilkumiesięcznym Volvo S80 do serwisu (280 km), gdyż na zimnym silniku nie miał mocy. Okazało się, że czujnik przy filtrze cząstek stałych uległ awarii.
Mam wrażenie, że z nowymi samochodami zaczyna być dokładnie tak jak ze starymi, wiecznie coś!
Dużo mówi się o ekologii, co jest argumentem przy wprowadzaniu coraz to nowych modeli samochodów na rynek wypchanych elektroniką i eko -wynalazkami. Jednak czy do końca chodzi tu o ekologię?

Jaki sens ma filtr cząstek stałych?
Filtr cząstek wyłapuje za pomocą ceramicznej siatki bardzo szkodliwe dla środowiska substancje, które się w nim osadzają. Jak się ich trochę nazbiera to zazwyczaj są również spalane. Założenie genialne, teraz trochę faktów.
Jadąc oszczędnie – około 1500 obr/min – samochód na 100 km spala około 5,5 litra, jednak w przypadku filtra cząstek taka jazda nie jest wskazana. Spaliny wydobywające się ze zbyt małym ciśnieniem zatykają cały filtr po przejechaniu 40 tys km. Więc pożądanym i rekomendowanym przez ekspertów stylem jazdy jest jazda dynamiczna. Przy takiej jeździe samochód spala 8 litów.
Różnica w sposobie jazdy skutkuje wzrostem zużycia o 1000 litrów paliwa na 40 tys km, więc żeby nie otrzymać kary w postaci konieczności wymiany filtra cząstek, którego wymiana kosztuje 7 tys zł, należy jeździć dynamicznie i zużywać o ⅓  więcej paliwa.

Gdzie w tym ekologiczny cel dla jakiego zostało to wprowadzone?

Widząc ciągłą chęć do napędzania gospodarki przez wpompowywanie nowych samochodów w rynek, proponuję dodać do Konstytucji zapis, iż każdy musi posiadać samochód nie starszy niż 5 lat. Po co sztucznie śrubować emisję CO2 (cel na 2012 to 120 gramów na kilometr) i tym sposobem zmuszać do zakupu nowych pojazdów? Przecież nie ma to zbytnio sensu. Faktem jest, że aby produkować coraz nowsze i bardziej oszczędne modele pojazdów emitujemy do atmosfery potężne ilości CO2.

Czy wiecie, że:

Wprowadźmy zatem normę dopuszczalnej emisji CO2 dla pojazdu w połączeniu z emisją kierowcy i pasażerów podczas jazdy… Jest to niemal naturalną konsekwencją obecnych trendów i należałoby się nad tym zastanowić. Nie mam na tyle głębokiej wiedzy, żeby przytaczać dokładne analizy, ale czy nie wydaje się Wam, że dążenie do obniżenia emisji CO2 przez samochód powoduje wielokrotnie wyższy wzrost emisji w przemyśle (produkcja), oraz w eksploatacji (zużycie paliwa większe o 1/3, a więc spaliny + emisja związana z wyprodukowaniem i dystrybucją tego paliwa). Ale dobra, zostawmy ten temat.

Który z nich jest idiotą?

  • Pierwszy kupuje fajną furę w salonie za 118 tys zł z dwuletnią gwarancją z limitem przebiegu do 150 tys km. Jeździ do pracy, wyjeżdża na weekendy za miasto, rocznie robi 40 tys km.
  • Drugi kupuje 3-4 letni samochód, bo nie będzie przepłacał za nowy, który zaraz po wyjechaniu z salonu straci 30% wartości. Ubezpieczenie jest tańsze, co do napraw – trzeba kupić auto w idealnym stanie. Ryzyko jest, no cóż, przecież nie wniknie się przy zakupie w samochód i nie wyłapie wszystkiego.
  • Trzeci kupuje samochód 15 letni, w dobrym stanie, bez wodotrysków, ale i bez dziur w podwoziu. Nie wyda na samochód swojej dwuletniej pensji, więc kupuje coś za 7 tys zł.

Według powszechnej opinii idiotą jest każdy z powyższych, pod warunkiem, że jest właścicielem psującego się samochodu i zamiast sprzedać, naprawia go… Czyli także ja :-)

P.S.
Jednak nie popadajcie w samozachwyt. Koncerny motoryzacyjne nauczyły się od koncernów farmaceutycznych prostej zasady na biznes: wymyśl chorobę i stwórz na nią lek. Robią więc idiotów z nas wszystkich.

Share
50 komentarzy more...

Niemiecka precyzja

stworzony przez admin dnia gru.19, 2009, w kategorii: Bez kategorii

Share
Nie zastanawiało Was nigdy, dlaczego nowe rzeczy psują się zaraz po gwarancji?

Po ostatnich przygodach z moim wspaniałym samochodem VW Passat pojawił się pewien dylemat moralny. Czy można mieć pretensje do firmy Volkswagen za to, że samochód po 200 tysiącach kilometrów zaczyna się sypać?
Panuje ogólne przekonanie, iż samochody z “ogromnym przebiegiem” powyżej 170 tys mają prawo się psuć.
No tak przecież to już stary samochód. Większość samochodów sprzedawanych na polskim rynku bez względu na wiek raczej nie przekracza tej magicznej bariery kilometrów. W takim razie oznacza to że 170 tys dla samochodu to tak jak 90 lat dla człowieka. Tylko człowiekowi bardzo trudno odjąć lat:)
Nie odbiegając od tematu chciałbym jednak zwrócić uwagę na pewną sztuczkę związaną ze słowem psuć.

Fabryka VW w Wolfsburgu wyprodukowała mój samochód Volkswagen Passat wersja Highline 2.0 TDI 140 KM 2005 r.

Volkswagen Passat wersja Highline 2.0 TDI 140 KM 2005 r.

Volkswagen Passat wersja Highline 2.0 TDI 140 KM 2005 r.

Szperając trochę w Internecie można natknąć się na informacje, że części do samochodów są obliczane na wytrzymałość do 150 tysięcy km. Do takiej liczby kilometrów nic nie powinno się stać.

Volkswagen standardowo udziela 2 lata gwarancji mechanicznej. Zobaczmy jak to zostało wyliczone.

VW odpowiada przez 2 lata (730 dni) za bezawaryjną pracę samochodu. Statystyczny Kowalski czy Schmidt musiałby dzienne przejechać 205 km, aby przez 2 lata osiągnąć 150 tys. km.

Przy obecnej technologii produkcji VW jest w stanie bardzo precyzyjnie wyliczyć wytrzymałość materiału. Jeśli więc w procesie projektowania jednym z parametrów jest wytrzymałość podzespołu to ja jako klient chciałbym posiadać taką wiedzę.

Kupując VW życzyłbym sobie tabelki z minimalną gwarantowaną wytrzymałością części eksploatacyjnych, podobnie jak z kaloriami na batoniku:

  1. Klocki hamulcowe – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 10 tys.
  2. Olej silnikowy – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 15 tys.
  3. Rozrząd – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 120 tys.
  4. Opony – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 50 tys.
  5. Pompa paliwa – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 120 tys.
  6. Filtr cząstek stałych – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 40 tys.
  7. Głowica silnika – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 150 tys.
  8. Wał korbowy – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 230 tys.
  9. Pierwszy czujnik temperatury za turbiną – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 180 tys.
  10. Elementy zawieszenia przedniego – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 150 tys.
  11. Amortyzatory – część eksploatacyjna, minimalny gwarantowany przebieg 150 tys.

Dzięki takiemu zestawieniu mógłbym oszacować późniejsze koszty użytkowania samochodu, ewentualnie porównać w jakiej marce wytrzymałość części jest największa.

Oczywiście ktoś może powiedzieć: jeśli będziesz jeździł do serwisu tam wszytko ci powiedzą, a gdy będzie coś nie tak to naprawią.

Tak, tylko zgodnie z wyliczeniem do serwisu pojadę po gwarancji, bo nie dam rady przejechać więcej niż 150 tys. km w ciągu 2 lat.

Mikropęknięcia głowicy- bez związku z eksploatacją, miało popękać po 150 tys

W przypadku głowicy mikropęknięcia powstają na wskutek zbyt dużej porowatości odlewanego komponentu. Każdy producent samochodów sprawdza partię odlewanych komponentów pod kątem porowatości przed montażem. W przypadku głowicy w moim aucie albo ktoś nie zauważył albo tak miało być.

W moim przypadku koszty naprawy mają się następująco:

W serwisie za wymianę głowicy w moim samochodzie zapłacę:

  • Głowica – 6234 zł
  • Uszczelki pod pompowtryskiwacze – 480 zł
  • Uszczelka pod głowicę – 700 zł
  • Robocizna – 1800 zł

Łączny koszt: 9214 zł

Wiec chyba mam prawo wiedzieć, że po kilku latach użytkowania mojego samochodu zapłacę 9214 zł za to, że głowica został tak a nie inaczej zaprojektowana?

Zębatka przy wale korbowym (element nierozbieralny) – bez związku z eksploatacją, miało się zetrzeć po 230 tys

Jeśli wziąć na tapetę zębatkę przy wale korbowym, która się “zużyła” (przypomnę że naprawa tego elementu ma kosztować ponad 12 tys. zł), dlaczego VW nie sprzedaje samej zębatki skoro jest wyprodukowana z tak miękkiego materiału że ściera się po przejechaniu 230 tys. km?

Zębatka przy wale korbowym po przejechaniu 200 tyś km

Zębatka przy wale korbowym po przejechaniu 230 tys km

Starta zębatka przy wale korbowym

Starta zębatka przy wale korbowym napędza pompę oleju

Dolna zębatka przy pompie oleju widać z innego materiału

Dolna zębatka przy pompie oleju widać z innego materiału. W rowerze mojej babci zawsze się ścierała mała zębatka nie duża, bo przecież na małą działają większe siły.

  • Wał korbowy + pompa oleju (nie można kupić samej zębatki, trzeba cały wał korbowy, nowy wał korbowy nie pasuje do starej pompy oleju, więc trzeba kupić również pompę oleju – mimo, że stara jest sprawna) – 9300 zł
  • Robocizna – 3000 zł

Łączny koszt: 12300 zł

Po przejechaniu od 150 tys. km do 240 tys. km (po gwarancji 90 tys.) muszę wydać w serwisie (nie liczę drobnych napraw do 1500 zł) – 21 514 zł


W tym miejscu wrócę do pytania, czy mogę mieć pretensję do firmy Volkswagen za to, że samochód po 200 tys. kilometrów zaczyna się sypać?

Jeśli jest tak, że nowy samochód sprzedawany jest, aby w przyszłości korporacja mogła zarobić na częściach do tego samochodu, to dla mnie jest to wyłudzanie pieniędzy.

Patrząc na cenę głowicy i cenę wału korbowego i koszty montażu, nie sposób odnieść wrażenia, iż VW może zależeć na tym, aby części zamienne po gwarancji miały zapewniony rynek zbytu. Dla tych którzy nie chcą się bawić w naprawę starych-nowych samochodów proponuje się nowe samochody, które ponownie wytrzymają z niemiecką precyzją 150 tys. km.

Share
90 komentarzy more...

Historia jakich wiele?

stworzony przez admin dnia lis.13, 2009, w kategorii: Bez kategorii

Share

Informacje tutaj zamieszczone stanowią historię problemów związanych z samochodem Volkswagen Passat wersja Highline 2.0 TDI 140 KM 2005 r.

W czerwcu 2008 roku kupiłem w Monchengladbach (Niemcy) Passata ze 170 tys km na liczniku, który miał być właśnie tym samochodem o którym dawno marzyłem.

Passat 2.0

Passat 2.0

Już w drodze powrotnej do kraju, przed polską granicą, po przejechaniu 730 km silnik zaczął gasnąć. Trochę zaniepokojony dojechałem do polskiej granicy. W Jędrzychowicach zatankowałem samochód do pełna i tak dojechałem do domu. Po kilku dniach problem z silnikiem powrócił. Jednak tym razem nie było możliwości jego ponownego uruchomienia. Wskazanie przejechanych od ostatniego tankowania 740 km dało mi do myślenia, poszukałem w Internecie i okazało się, że przyczyną najprawdopodobniej jest pompa paliwa, która w samochodach VW Passat 2.0 często lubi się psuć. Diagnoza była prosta, jeśli masz 1/4 w baku, a samochód ci gaśnie to pewnie jest uszkodzona pompa paliwa. Posłuchałem rady, zatankowałem samochód do pełna i po chwili kręcenia rozrusznikiem udało mi się go odpalić.

Koszt pompy w serwisie VW bez montażu to 1200 zł, ja w nieautoryzowanym serwisie zapłaciłem 540 zł.

Po kliku tygodniach, pod koniec sierpnia, podczas jazdy zaświeciła się kontrolka świec żarowych, następnie kontrolka silnika, a po kilku kilometrach kontrolka filtra FAP (filtra cząstek stałych). Odwiedziny w zaufanym warsztacie wykazały, iż uszkodził się pierwszy czujnik temperatury za turbiną. Jednym miejscem, w którym mogłem zakupić ten czujnik był serwis Volkswagena.

Łączny koszt wymiany czujnika zamknął się w kwocie 750 zł.

W styczniu 2009 po 8 miesiącach użytkowania samochodu Passat, ponownie pojawił się problem, identyczny jak w sierpniu 5 miesięcy wcześniej. Tym razem z tytułu gwarancji usterka została usunięta bez dodatkowych opłat, ponieważ popsuł się ten sam czujnik temperatury. Problemem jednak było to, że musiałem czekać ponad 2 tygodnie na sprowadzenie części z centralnego magazynu w Niemczech.
Krótko po zimie zauważyłem nieprawidłową pracę czujników zbliżeniowych z przodu samochodu, po bliższej analizie okazało się, że odprysnął nikiel i być może uszkodził się czujnik. Trudno, będę uważniej parkował.
W czerwcu 2009 podczas dłuższej trasy (500 km) zaczął pojawiać się komunikat informujący o włączeniu trybu oczyszczania filtra cząstek stałych. Postępowanie zgodnie z informacjami serwisowymi, 80 km/h i 3000 obrotów, niestety rozwiązywało problem tylko na kilkanaście kilometrów, a pod koniec trasy włączył się męczący tryb serwisowy, podczas którego samochód ma osiągi małego fiata, maksymalna prędkość 80 km/h i 2 minuty potrzebne do nabrania tej prędkości.
Jak zwykle na warsztat, tu diagnoza: konieczna jest wymiana filtra cząstek stałych. Po zapoznaniu się z lekturą dotyczącą zasady oczyszczania spalin i problemów związanych z filtrem FAP znalazłem w Poznaniu firmę, która je regeneruje.

W serwisie VW koszt samego filtra to 7000 zł, mnie koszt usługi z montażem wyniósł 1600 zł
W drodze powrotnej z Poznania nie mogłem się nacieszyć, że odzyskałem mój stary nowy samochód.
Pomijając kilka drobnych faktów jak wymiana świecy żarowej czy holowanie samochodu na lawecie (w Passacie seryjnie nie ma koła zapasowego, tylko pompka-kompresor i płyn uszczelniający, jednak konstruktorzy VW widać nie wpadli na to, że dziura może być większa niż założyli w projekcie i ich płyn może nie dać sobie rady z uszczelnianiem) Passat sprawował się na 5+…
…do czasu, a konkretnie do 10 października 2009. Podczas jazdy zapaliła się czerwona kontrolka informująca o nieodpowiednim ciśnieniu oleju i komunikat, że natychmiast należy wyłączyć silnik.
Po sprawdzeniu poziomu oleju okazało się, że było go więcej niż po wymianie. Jako, że silnik nie produkuje oleju padło pytanie:
(pan z serwisu)- Czy ubywa płynu w układzie chłodzenia?
(ja) – Tak. Dolewałem co jakiś czas, bo ubywało.
(pan z serwisu)- Czy rano, jak silnik nie jest rozgrzany, to z rury wydobywa się biały dym, który po chwili znika?
(ja) – Tak. Było to dla mnie dziwne, no ale skoro tak się działo to uznałem, że tak ma być, przecież kupiłem prawie nowy samochód.
(pan z serwisu) – Czy pod korkiem oleju zbiera się biała maź?
(ja) – Tego akurat nie zaobserwowałem, ale mój mechanik to potwierdza.
Diagnoza:

Głowica Passat

Głowica Passat

- Przyczyną są mikropęknięcia na głowicy, to w tych samochodach normalne.

- Ale jak to możliwe?
- Po prostu chłopaki z Volkswagena zrobili za cienkie ścianki w głowicy, no i pewnie zły materiał. I teraz pękają. Jest jeszcze mała szansa, że to tylko uszczelka pod głowicą, ale przy tym silniku to tak jakby Pan w totolotka wygrał.
Oczywiście w totka nie wygrałem, nie była to uszczelka, lecz właśnie głowica. Jak zwykle koszt głowicy w serwisie jest abstrakcyjny, pomimo że to przecież ich wina! Poszukałem innego rozwiązania i znalazłem firmę, która regeneruje głowice – spawa mikropęknięcia. Po trzech tygodniach głowica wróciła do Passata i wraz z nowymi uszczelkami została zamontowana.
Koszt naprawy głowicy wyniósł 2450 zł + uszczelki 300 zł + montaż.

Po uruchomieniu silnika dostałem palpitacji serca, kontrolka od ciśnienia oleju ponownie się zaświeciła. Po sprawdzeniu ciśnienia oleju okazało, że go rzeczywiście nie ma!
W tej sytuacji konieczne było zdjęcie miski olejowej.
Do tego momentu tłumaczyłem sobie: “Trudno tak musi być. Nowe samochody też się psują, ci którzy je projektują przecież nie są w stanie wszystkiego przewidzieć. Błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi”.
Jenak gdy zobaczyłem zębatkę przymocowaną do wału korbowego, która napędza pompę oleju, zupełnie startą – bez zębów, jak w rowerze mojej babci, stwierdziłem, że coś tu jednak jest nie tak!
Zadzwoniłem do serwisu VW, podałem mój nr nadwozia i pan z działu części poinformował mnie że:
- Tego wału nie już w sprzedaży, zamiennik kosztuje 4500 zł, ale muszę wymienić jeszcze pompę oleju, bo nowy wał korbowy nie będzie pasował do mojej starej pompy. Koszt pompy to 4200 zł + jeszcze jakieś inne części, ale ceny już do mnie nie docierały, byłem w ósmym niebie.
Muszę zapłacić ponad 9000 zł dlatego, że zużyła się zębatka po przejechaniu 230000 km, która najprawdopodobniej nie miała odpowiedniej wytrzymałości. Wał jest dobry, pompa jest dobra, wystarczy wymienić zębatkę, której nie mogę kupić, bo chociaż to powszechny problem, to nikomu nie zależy na niskich kosztach jego naprawy. Tak się robi biznes.
Jeśli firma Volkswagen wypuszcza samochody jednorazowe, bo takim dla mnie jest samochód, który wytrzymuje 200 tyś km, to taki samochód powinien kosztować jak jednorazówka, czyli około 15 – 20 tys, a nie tak jak w przypadku mojej wersji 140 tys zł.
Dziś przychodzą mi do głowy pytania, które sądzę, że zaczną, bądź już stawiają sobie inni użytkownicy nowych samochodów:
  • Jak można wydać takie pieniądze mając świadomość, że po 3 latach – co śmieszne, kiedy skończy się fabryczna gwarancja – samochód jest nie do użytku, bo koszty naprawy przewyższą jego wartość?
  • Jak można korzystać z samochodu tej klasy zastanawiając się przed wyjazdem czy aby na pewno dotrze się do celu?
  • Jaki wizerunek produktu wyrobi sobie producent samochodów wypuszczając takie buble?
  • Skąd mam pewność, że układy bezpieczeństwa, chociażby te 10 poduszek powietrznych, zadziała, skoro inne rzeczy nie działają jak powinny?
  • Jak mogę sprzedać samochód innej osobie mając świadomość, że ten samochód się wiecznie psuje!?
  • Po co mam kupować nowy samochód skoro on jest bardziej awaryjny od samochodu który ma 15 lat?
Patrząc na to wszystko mam kilka rad:
  • dla deweloperów: budujcie domy na piasku i zamiast cementu używajcie gliny. Dom po 2 latach się rozpadnie, być może nikt nie zginie, a wy znowu będziecie mogli wybudować kolejny dom.
  • dla lekarzy: leczcie pacjentów tyko pozornie. Przecież jeśli pacjent będzie cały czas chory to będzie Waszym klientem, aż do śmierci.
  • dla NFZ: nie wydawajcie pieniędzy na leczenie, bo przecież to jest dla Was koszt.
  • dla Orlenu: róbcie złej jakości paliwa, wtedy samochód będzie więcej palił co spowoduję większe zapotrzebowanie na paliwa.
  • dla drogowców nie mam rady, oni doskonale sobie radzą ;-)
  • dla solidnych i uczciwych: musicie być dobrymi konsumentami, bez was ten cały szrot-biznes padnie.
Szkoda, że ta opowieść nie jest fikcją…
Share
296 komentarzy more...

Oto co to

stworzony przez admin dnia lis.13, 2009, w kategorii: Bez kategorii

Share

No to jedziemy z koksem, czyli dramatyczna historia syzyfowej pracy włożonej w cztery koła…

Share
204 komentarzy more...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza aby wyszukać:

Dalej nie możesz znaleźć czegoś, co według Ciebie powinno tutaj być? Napisz do mnie, postaramy się rozwiązać problem razem!

Odwiedź naszych znajomych!

Kilka polecanych linków...

Archiwum

Wszystkie wpisy chronologicznie...