Volkswagen Passat

Nie dla idiotów, czyli dla kogo?

stworzony przez admin dnia kwi.19, 2011, w kategorii: Bez kategorii

Mam za sobą: 300 tys kilometrów na liczniku, stary rok i kilka napraw:

  • Wymianę sprzęgła wraz z kołem dwumasowym
  • Zabieg wycięcia filtra cząstek stałych i wstawienie emulatora
  • Czyszczenie turbo

Po każdej naprawie, której koszt idzie w tysiące złotych powtarzam sobie pytanie: skoro już tyle wymieniłem i naprawiłem to cóż jeszcze może się zepsuć?
Konstruktorzy VW zadbali o to abym regularnie otrzymywał odpowiedź na moje błahe pytanie. Jednak poziom finezji wzrasta wraz z każdą uzyskaną odpowiedzią.

Steering wheel still locked

”Steering wheel still locked” – kiedy zobaczyłem ten napis, okazało się, że samochodu nie można uruchomić, nie działa zapłon i co najgorsze, kierownica jest zablokowana. Awaria jak awaria, gdyby nie fakt, że zdarzyła się na drodze, przy wjeździe na posesję.
Ciarki mnie przeszyły kiedy uzmysłowiłem sobie, że awaria i w konsekwencji blokada kierownicy mogłaby się zdarzyć przy prędkości 140 km/h na łuku autostrady. Być może trafiłbym do policyjnych kartotek jako kolejny przypadek kierowcy, który z niewiadomych przyczyn zjechał na przeciwległy pas i ginąc zabrał z sobą całą rodzinę jadącą w aucie z naprzeciwka.
W Internecie znalazłem Pana, który przyjechał i naprawił usterkę. Wiązało się to z łącznym kosztem 800 zł.
Dowiedziałem się przy okazji, że producent zapewnia, iż podczas jazdy, nawet gdy zgaśnie silnik, mechanizm blokady kolumny kierownicy nie może się uaktywnić. Pamiętajmy jednak o tym, że funkcja blokady kierownicy to kolejny wynalazek speców z VW, który, jak pozostałe, może się zwyczajnie zepsuć.
Oczywistym jest fakt, że im więcej mechanizmów, elektroniki, czujników, etc. tym więcej elementów może ulec awarii. Ostatnio znajomy musiał pofatygować się z kilkumiesięcznym Volvo S80 do serwisu (280 km), gdyż na zimnym silniku nie miał mocy. Okazało się, że czujnik przy filtrze cząstek stałych uległ awarii.
Mam wrażenie, że z nowymi samochodami zaczyna być dokładnie tak jak ze starymi, wiecznie coś!
Dużo mówi się o ekologii, co jest argumentem przy wprowadzaniu coraz to nowych modeli samochodów na rynek wypchanych elektroniką i eko -wynalazkami. Jednak czy do końca chodzi tu o ekologię?

Jaki sens ma filtr cząstek stałych?
Filtr cząstek wyłapuje za pomocą ceramicznej siatki bardzo szkodliwe dla środowiska substancje, które się w nim osadzają. Jak się ich trochę nazbiera to zazwyczaj są również spalane. Założenie genialne, teraz trochę faktów.
Jadąc oszczędnie – około 1500 obr/min – samochód na 100 km spala około 5,5 litra, jednak w przypadku filtra cząstek taka jazda nie jest wskazana. Spaliny wydobywające się ze zbyt małym ciśnieniem zatykają cały filtr po przejechaniu 40 tys km. Więc pożądanym i rekomendowanym przez ekspertów stylem jazdy jest jazda dynamiczna. Przy takiej jeździe samochód spala 8 litów.
Różnica w sposobie jazdy skutkuje wzrostem zużycia o 1000 litrów paliwa na 40 tys km, więc żeby nie otrzymać kary w postaci konieczności wymiany filtra cząstek, którego wymiana kosztuje 7 tys zł, należy jeździć dynamicznie i zużywać o ⅓  więcej paliwa.

Gdzie w tym ekologiczny cel dla jakiego zostało to wprowadzone?

Widząc ciągłą chęć do napędzania gospodarki przez wpompowywanie nowych samochodów w rynek, proponuję dodać do Konstytucji zapis, iż każdy musi posiadać samochód nie starszy niż 5 lat. Po co sztucznie śrubować emisję CO2 (cel na 2012 to 120 gramów na kilometr) i tym sposobem zmuszać do zakupu nowych pojazdów? Przecież nie ma to zbytnio sensu. Faktem jest, że aby produkować coraz nowsze i bardziej oszczędne modele pojazdów emitujemy do atmosfery potężne ilości CO2.

Czy wiecie, że:

Wprowadźmy zatem normę dopuszczalnej emisji CO2 dla pojazdu w połączeniu z emisją kierowcy i pasażerów podczas jazdy… Jest to niemal naturalną konsekwencją obecnych trendów i należałoby się nad tym zastanowić. Nie mam na tyle głębokiej wiedzy, żeby przytaczać dokładne analizy, ale czy nie wydaje się Wam, że dążenie do obniżenia emisji CO2 przez samochód powoduje wielokrotnie wyższy wzrost emisji w przemyśle (produkcja), oraz w eksploatacji (zużycie paliwa większe o 1/3, a więc spaliny + emisja związana z wyprodukowaniem i dystrybucją tego paliwa). Ale dobra, zostawmy ten temat.

Który z nich jest idiotą?

  • Pierwszy kupuje fajną furę w salonie za 118 tys zł z dwuletnią gwarancją z limitem przebiegu do 150 tys km. Jeździ do pracy, wyjeżdża na weekendy za miasto, rocznie robi 40 tys km.
  • Drugi kupuje 3-4 letni samochód, bo nie będzie przepłacał za nowy, który zaraz po wyjechaniu z salonu straci 30% wartości. Ubezpieczenie jest tańsze, co do napraw – trzeba kupić auto w idealnym stanie. Ryzyko jest, no cóż, przecież nie wniknie się przy zakupie w samochód i nie wyłapie wszystkiego.
  • Trzeci kupuje samochód 15 letni, w dobrym stanie, bez wodotrysków, ale i bez dziur w podwoziu. Nie wyda na samochód swojej dwuletniej pensji, więc kupuje coś za 7 tys zł.

Według powszechnej opinii idiotą jest każdy z powyższych, pod warunkiem, że jest właścicielem psującego się samochodu i zamiast sprzedać, naprawia go… Czyli także ja :-)

P.S.
Jednak nie popadajcie w samozachwyt. Koncerny motoryzacyjne nauczyły się od koncernów farmaceutycznych prostej zasady na biznes: wymyśl chorobę i stwórz na nią lek. Robią więc idiotów z nas wszystkich.


38 Comments for this entry

  • Daniel

    Mógłbym Pan zdradzić za ile Pan go kupił oraz ile w sumie (wszystko Pana kosztowało, chdzi mi głównie o naprawy mniejsze lub większe, bez eksploatacji).

  • Pawel

    witam,

    Pana strona jest bardzo ciekawa i szczerze mowiac byla to przyslowiowa kropla, ktora przepelnila czare zwatpienia co do sensownosci zakupu auta koncernu VAG z silnikiem 2.0 TDI.
    Troche szkoda, ze tak malo Pan pisze, bo lektura jest nie tylko ciekawa, ale i pozyteczna.
    pozdrawiam z Gdanska
    Pawel

  • darekk

    Nie dla Idiotów – coś jak Media Markt, he he

    jeden uważa – tylko nowe
    drugi uważa – tylko używane nie starsze niż 5 lat
    trzeci kupuje – zabytki
    zabytki jak pan z serwisu citroena mi to powiedział – ja jeżdżę zabytkiem :)

    niezła awaria passata, i ta zablokowana kierownica, po tym na pewno nawet nie będę chciał takiego VW już prowadzić ani jechać nim jako pasażer, i nie ważne że teraz jest dobry, “nie znasz dnia ani godziny”.

    kilka słów o zabytku jakim jeżdżę z koncernu PSA.

    Koncert PSA od 1990r wprowadził podwójny ocynk na całej karoserii, więc auta od roku 1990 nie gniją , a jak gniją, to miały dzwona

    zalety zabytku Citroen Xantia 1.9TD rok 1995 – takim jeżdżę
    1. brak elektroniki silnika, okazuje się zbawieniem
    2. nie gnije buda , bezwypadkowy
    3. nie ważne gdzie tankuje, i tak pojedzie 1.9TD
    4. warunek, ma być zadbana sztuka
    5. awaria na drodze i nie tylko, pojęcie nieznane
    6. standartowe wymiany eksploatacyjne, normalna rzecz jak w każdym aucie z jedną różnicą – koszt części znacznie niższy

    wada zabytku
    1. ma już 16 lat
    czy można to że ma 16 lat uznać za wadę ?
    czy lepiej kupić nowsze auto naszpikowane elektroniką która może nieźle wkurzać i przy okazji skutecznie czyścić kieszeń.

    jestem idiotą ?, że jeżdżę 16 letnim zbytkiem który się nie psuje notorycznie czy nie ?
    czy kupić nowsze i stać się idiotą ? bo jak już wydałem kasę to trzeba naprawiać jak się coś wysypie ,a koszty idą w setki zł.

    temat dyskusyjny

    aczkolwiek jedno jest na pewno pewne, im miej elektronik w aucie tym lepiej, ale w obecnych czasach ni kupi się już auta bez elektroniki,
    więc pozostaje, albo jeździć zabytkiem z przed 2000r albo nie

    awaria jak awaria, ale to zablokowanie kierownicy w czasie jazdy dodatkowo przy prędkości i na zakręcie = anielski orszak

    podziwiam Pana , ma Pan cierpliwość do tego auta, no kasę , koszty naprawy passata niesamowicie duże

    widocznie jest Pan zakochany w tym passacie – żartuje :)

  • mmm

    Witam.
    W 1993 r. kupiłem vw jette z kanady (nasze vento). Auto miało ok 280 tys km, gdy je sprzedawałem. Jakość blach, podzespołów, silnika, tapicerki itd była super. Eksploatacja bezproblemowa. Serwis tylko tego co się zużywało a nie psuło.
    Mając dobre doświadczenia z jettą kupiliśmy VW borę z 2002 r. 1,9 tdi 74 kw.
    jedyną rzeczą która pracuje bez zarzutu jest silnik. Ale: koło dwumasowe 2 razy wymienione (70 i 168 tys km), wymieniony komplet teleskopó – przód i tył. Oryginalne wytrzymały ok 60 tys. Kayaby jeżdzą do dzisiaj na ok 90% sprawności (176 tys km). Wymienione spręzyny z przdu (lewa pękła sama na prostej, równej drodze. awarie osprzętu turbosprężarki: zawór podciśnieniowy geometrii turbiny i n75. dalej : pod klamkami na przednich drzwiach-korozja (auto nigdy nie było rozbite), łuszczące się tworzywa deski rozdzielczej, uszkodzony włacznik świateł (wymieniony od golfa IV z 1998 roku jest lepszy niż z 2002 roku), włacznik kierunkowskazów i oba reflektory przednie poszłuy do uszczelniania przez specjalistó w Łodzi bo chwytały wodę deszczową. ale i tak podobno mam dużo szczęscia bo jak mówi mój mechanik, to auta z tego rocznika i młodsze mają stanowczo więcej awarii. Oczywiście auta grupy VW. Dla porównania mam jeszcze lagunę 2.0 z 1998 roku. Poza ciągłym problemem z poduszką prawą silnika auto nie ma wad.

  • Michal

    Witam, trafłem tutaj z pewnego forum, gdzie rozglądałem się za kolejnym autem. Obecnie posiadam jedenastoletniego saaba 9-3, ktory mi się po prostu znudził…. Poza wymianą olejów i filtrów nic się nie dzieje, nawet zawieszenie jest w dobrym stanie, mimo 40 tyś km we Wrocławiu….

    Po lekturze Pańskiego bloga wyleczyłem się z posiadania młodego auta :)
    Dziękuję….

  • Jacek

    DO PANA DARKAK

    Co do jazdy zabytkiem to wszystko zależy od tego do czego Pan auto wykorzystuje oraz jakim jest Pan człowiekiem. Jedni potrzebują się przemieszczać z punktu A do punktu B i nie ważne:
    - czy auto jest ładne
    - czy w aucie jest Cicho w takcie jazdy
    - czy auto jest bezpieczne
    - czy auto daje przyjemność z prowadzenia

    Mnie w starych autach denerwuje brak wielu, bardzo wielu ułatwień do których w nowym aucie człowiek tak szybko się przyzwyczaja że później już nie zdaje sobie sprawy z ich istnienia.
    Weźmy np. taki centralny zamek, klimatyzację, elektrycznie otwierane szyby itp…

    P.s. Ostatnio przejechałem sie Fiatem Cinquecento – jak studiowałem 10 lat temu to jeździłem maluchem i przejechałem nim ponad 100 tys. km. Po ostatniej krótkiej jeździe wyżej wspomnianym Fiatem już widzę jak bardzo motoryzacja się rozwija. To był normalnie szok jak czymś takim dawniej dało się podróżować ?

  • szulc

    Dzięki bogu mam Omege B z 1998 roku z pełnym wyposażeniem (nie licząc lenia i tempomatu – bo mi nie potrzebne) z 2.0 silnikiem benzynowym + gaz. Nie licząc eksploatacji (filtry, olej, klocki, szczęki itp.) nie wymieniłem w niej NIC.

    Wygodne pojemne auto i do tego kupiłem ją za ok. 9000 zł więcej mi nie potrzeba.

  • adrian

    tak, tak…. a świstak siedzi i zawija…
    trzeba być albo niepoprawnym altruistą cierpiącym za miliony (kierowców) albo kompletnym idiotą aby po tylu problemach nadal zawzięcie jeździć takim “szrotem” i chwalić się jego kolejnymi problemami

    auto(anty)reklama i tyle.

  • Micha

    Witam Autora bloga.

    Dzieki za rzetelny opis samochodu. Mam jedno krotkie pytanie odnosnie samochodu: Jezdzi nim Pan jeszcze?

    Pozdrawiam serdecznie

  • Mateusz

    Ciesze się, że są takie osoby jak ty, które nagłaśniają sprawę. Dziwny i wręcz nie wytłumaczalny jest fanatyzm silników diesel w Polsce, przecież za granicą dieslami jeżdżą ludzie pokonujący dziennie 100km w jedną stronę do pracy i to ma sens z racji droższej eksploatacji czy też większych podatków na właśnie ten silnik. Dodam tylko, że model PASSAT CC 2.0T ( benzyna ) jest również awaryjny! Auto salonowe, po 40tyś km. wymiana kompletnego sprzęgła. Pomimo gwarancji, serwis uznał to za wadę kierowcy – 4000zł. Przecież jest tyle niezawodnych marek a Polska robi się stolicą VW wyluzujcie! VW TO JUŻ NIE JEST 1.9TDI KTÓRY ROBIŁ MILION KM!

  • Dawid

    Witam.

    Po przeczytaniu tych pełnych żalu wypocin smialo mogę stwierdzić że kupiłeś starego trupa prawdopodobnie po powodzi lub innym katakliźmie.Serwis VW widząc takiego niedorajdę rzeźbi cie na kasę jak może.Gdybym miał taki przypadek już dawno bym sie pozbył awaryjnego trupa i kupił cos nowszego no ale lepiej sie uzalać i wypisywać takie bzdury.Wystarczy poszukać w fachowej prasie ,że wszystkie passaty B6 do roku 2007 były awaryjne.Co do napędu pompy oleju to uterka występuje przy przebiegu 400tys km.A twój ma podobno 170tys więc prawdopodobnie kupileś go od zegarmistrza.

    P.S Znajdź mi samochód który sie nie psuje i nie wymaga serwisowania.

  • LukeT

    Przedstawione informacje na temat filtra cząstek stałych wprowadzają w błąd. Niższe obroty generują chłodniejsze spaliny przez co sadza z filtra nie może się wypalić, a nie wydmuchać. Poza tym nie jest wymagana jazda dynamiczna cały czas, a raz na jakiś czas na kilkanaście minut utrzymanie wyższych obrotów celem wypalenia filtra wyższą temperaturą spalin (potrzeba często sygnalizowana). Sens filtra zaś jest taki by eliminować najgorsze z możliwych zanieczyszczeń ze spalin. Cząstki sadzy są tak małe, że przenikają przez pęcherzyki płucne do krwi i chodź węgiel jest dla człowieka neutralny to cząstki transportują na sobie rakotwórcze związki jak np. węglowodory (HC). Spaliny z diesla są oficjalnie uznane w Polsce za potencjalnie rakotwórcze, więc proszę nie sprowadzać roli filtra cząstek stałych jedynie do wyciągacza pieniędzy z portfela i tym samym nie wprowadzać ludzi w błąd. Zakładam, że nikt tu nie chce robić z czytelnika idioty.

  • Pawel

    Witam!
    DO WŁAŚCICIELA TEGO PASSATA
    Chciałem ostrzec przed następnymi problemami które napewno się pojawią a mianowicie powinnien pan już składać na wtryski i nowe turbo bo czyszczenie na długo nie pomoże a wtryski to standard po 300tysiącach w tym modelu.Powiniem pan jeszcze napisać żeby wszyscy wiedzieli drobne rzeczy co robił pan w aucie takie jak niedziałający abs,zepsute otwieranie szyby.Jak by Pan chciał sprzedać to podaje mój email pawelkoryga@wp.pl może się dogadamy.

  • JACEK

    Mam Skodę Superba 2.5 V6 TDI manuala. Auto samo w sobie jest fajne. Pojemne. Wygodne. Kupiony w salonie 7 lat temu. Długo się zastanawiałem czy 2.5 V6 TDI czy jednak stare dobre 1.9 TDI 74kW. Niestety ja wybrałem V6 a kolega z firmy 1.9. On ma stosunkowo mało problemów z silnikiem. U mnie obecnie praktycznie wymieniłem KAŻDĄ ruchomą część w tym silniku.
    Poczynając od słynnych ścierających się ca 100.000km wałków, które wymieniałem 2 razy, po głowicę, koło dwumasowe, sprzęgło (2 razy) itd. Sam koszt wymiany rozrządu (niestety to tylko pasek) to 2500 zł w Aso. I tak , trzeba rozbierać cały przód, zderzak, chłodnicę. To jest śmieszne po prostu.
    Robiłem ostatnio podliczenie. CAŁKOWITY KOSZT NAPRAW W ASO W CIĄGU 5 LAT = 32.745 zł
    Za tą cenę każdy zysk z rewelacyjnego spalania na poziomie 8l jest trawiony przez ciągłe awarie. Ostatnio doszedłem do wniosku że lepiej byłoby gdybym wtedy wziął 2.8 benzyne (była taka opcja w Superbie).
    Niesamowite ale prawdziwe. Obecnie mam przebieg 380.000km
    Nie spodziewałem się , że 2.5 TDI V6 jakoby produkt do aut AUDI to szmelc, całkowite badziewie. A nim jest. Teraz okazuje się, że sztandarowy diesel 2.0 też do długodystansowców nie należy. Nie kupię już auta z koncernu VW – nie kupię z powodu zasłyszanych teorii. NIE KUPIĘ Z DOŚWIADCZENIA !!!!!

  • martinez

    Jestem posiadaczem Volvo 240 2.4D w wersji kombi. Konstrukcja ta weszła do produkcji w roku 1966 (jeszcze jako 140). Mój egzemplarz pochodzi z roku 1992, ostatniego sezonu produkcji w Europie. Jestem od nowości trzecim posiadaczem tego samochodu. Przebieg to 256 tys. km. (udokumentowany). Kiedy rok temu byłem zmieniać olej, panowie w serwisie zauważyli – O, chyba silnik się panu wreszcie dotarł! Pomiędzy zmianami płynów oleju nie dolewam, bo zwyczajnie nie jest to potrzebne.
    Sporo racji musi być w narzekaniach na obecnie wytwarzane pojazdy … Mój znajomy, emerytowany już inżynier mechaniki samochodowej, który całe życie przejeździł Mercedesami, uratował przed złomowaniem (autentycznie!) Mercedesa 123 3.0D z połowy lat 70′. Samochód został rozebrany do ramy, wypiaskowany i pieczołowicie odrestaurowany. Ilekroć jestem u niego w odwiedzinach, oglądam postępy prac. Wóz pachnie wręcz nowością i niedługo wyjedzie w swoją pierwszą po reinkarnacji podróż.
    Jak się od niego dowiedziałem, produkowane dawniej proste samochody z prostymi silnikami diesla powinny pokonać do czasu pierwszej poważnej awarii około 800-850 tys. kilometrów. Słucham sobie podczas jazdy mojego silnika i rzeczywiście – muszę przyznać mu rację. Zważywszy na fakt, że silnik mojego Volvo ze swoimi przebytymi 256 tys. to wszak młodzieniaszek, który dopiero zaczyna się rozkręcać …

  • Grzegorz

    Witam. Jestem posiadaczem Renault Laguny z 1996 roku z silnikiem benzynowym 2.0 8V. Wbrew obiegowym opiniom o tym aucie (w większości dzięki wersji II która była faktycznie awaryjna) w moim aucie odkąd je mam (kupiłem gdy miało 10 lat 100 tys km teraz ma 16 lat i 200 tys km) wymieniłem tylko sprężyny w przednim zawieszeniu (po 150 tys km) i łożyska kół tylnych (2x 180zł przy 150 tys) oraz przycisk otwierania szyby pasażera (zepsuł się, koszt używanego 20 PLN). Poza tymi naprawami mimo że w aucie jest pełno elektroniki (full wersja, klimatronik, 4 elektr. szyby, podgrzewana przednia szyba, elektr i podgrzewane lusterka, ABS, wspomaganie, komputer, syntezator mowy – ostrzega np. o spalonej żarówce, albo nie zamkniętych drzwiach, czy końcu klocków hamulcowych :) itp…) nic się nie zepsuło! Wymieniam tylko normalne części eksploatacyjne jak filtry, oleje, klocki, tarcze, wybijające się elementy zawieszenia (co jest normalne na polskich drogach – prędzej czy później w każdym aucie) no i co 2 lata przegląd klimatyzacji). Polecam szczerze to auto, pod warunkiem zakupu z zaufanego źródła. Ja swoje auto ściągałem z Niemiec od Pana w średnim wieku. NIE MA NA NIM ANI GRAMA RDZY! Będę nim jeździć dopóki się nie posypie (a nie wróżę tego szybko), bo nic mi w nim nie brakuje…

  • Sebastian

    Witam,
    mam Escorta 1,6 benzyna +LPG. LPG włożyłem jak miał na liczniku 140 tys. Teraz mam 380 tys. i jak na razie buda zaczyna się rozpadać od tyłu, bo był uderzony od tyłu. Rozglądałem się za nowszymi samochodami i zastanawiałem się nad VW Passatem. Teściu mnie uprzedził i kupił takiego w kombi 2,0 tdi 2006r. Dołożył już od zakupu jakieś 15k PLN. Pękła głowica, potem pompo wtryskiwacze, dalej już nie słuchałem bo nie chcę go dobijać.
    Po lekturze już wiem, że to nie przypadek, trzeba brać jakiegoś Saaba około 2000r.

  • Simon

    I ja też witam. Trochę śmieszą mnie te pełne żalu opisy, bo troche prawdy w nich jest. Tak się składa, że zadowolony nie będzie tego opisywał, bo po co, jest zadowolony ;) , ale ktoś zdesperowany na pewno żal z siebie wyleje. Stąd tyle złych opinii a mało dobrych. Ja też posuadałem VW passata z 2005 roku – wersja 2,0TDI 140KM Sportline, silnik 16V BKP, ponoć ten najbardziej awaryjny, bo *-zaworowe jednostki BMP sprawowały się lepiej. Auto kupiłem w salonie w Polsce w czerwcu 2005. Przy 22tys. km przebiegu zostałem wezwany na akcję serwisową, na której wymieniono mi głowicę oraz koło dwumasowe, bez żadnych oznak – ot tak. Od tamtej pory do czerwca 2008 roku samochodem tym zrobiłem 92tys. km bez żadnych przygód. Samochód świetnie sie spisywał, mało palił – średnio ok. 6,5l/100km. Sprzedałem go, bo dostałem auto służbowe. W październiku 2009 przy okazji zmiany auta żony kupiłem od kolegi (pierwszego włąściciela) okazyjnie kolejnego passata – rocznik 2007, też z silnikiem 2,0TDI ale 170KM z DPF z przebiegiem 74tys. km. Aktualnie ma przejechane ok. 120tys km i mimo, że żona w większości czasu jeździ po mieście żadnych problemów z tym silnikiem nie ma. Ani razu też nie zaświeciła się sławna kontrolka filtra DPF. Nie wiem jak to się wszystko ma, u nas w firmie przewinęło się kilkadziesiat passatów w najwyższych wersjcha highline 2,0TDI 170KM i nie pamiętam aby były z nimi jakieś większe problemy. Wszyscy byli zadowoleni i po 3-ch latach też wybierali te auta, co może świadczyć o ich zadowoleniu. Widocznie sprowadzone szroty z zachodu sprawują się inaczej, lub ktoś ewidentnie nie miał szczęścia w zakupie.

  • Robert

    Świetnie się czyta, szkoda że to dotyczy Pana problemów. Rok temu byłem na etapie zakupu nowego (starego) samochodu. Miałem do wydania 25 tysięcy, chciałem kombi. Rocznie robię 40-60 tysięcy km. Krążyłem wokół Astry, Focusa, Octavii i Passata. Wybrałem Focusa 2003r, 143tys przejechane, 115 KM TDCI, pochodzenie Polska, czwarty właściciel to Ja. Mam go 10 miesięcy, w tym czasie wydałem na jego naprawy i przeglądy 13 tysięcy złotych, w tym czasie zrobiłem niecałe 40 tysięcy km. Większe naprawy w ASO: klocki, tarcze P+T, sprzęgło, dwumas, pompa wody, koło zamachowe, wahacze, zamek w bagażniku. Zaczynają się problemy z uruchamianiem zimnego silnika, 2x zapaliła się kontrolka przegrzania silnika, itd…. Wcześniej miałem Fiata UNO, samochód nie do zajebania. Włożyłem do niego 400kg materiałów budowlanych + 2 ludzi po 120kg. Poszedł jak przecinak kilkaset kilometrów. Gdyby nie rdza jeździłbym nim do dzisiaj. A propo rdzy, cynkowany Focus już ma oznaki rdzy. W D.. mam taki postęp i udogodnienia dla kierowcy!

  • Sebastian

    Posiadam 10 letnie volvo S80 z silnikiem 2.9 benzyna+LPG.
    Przez ostatnie 5 lat (80 tys. km) użytkowania wymieniłem tylko katalizator (poprzedni spalił się przez źle wyregulowany gaz), lusterko wewnętrzne (stare pękło samo z siebie) i podnośnik do szyby. Koszt napraw około 2 tysiące. Polecam autko z pełną odpowiedzialnością.

  • jac

    To ja w swojej 13 letniej Lanci wymieniłem przez ostatni rok jedynie olej i filtr od niego… A tak to tylko paliwo leję. Tak samo z poprzednią Xantią, tylko że tam musiałem wydać 30zł na odpowietrznik bo go zepsułem przypadkiem.

    @Jacek, takie ułatwienia jak el. szyby czy centralny zamek są standardem w porządnych autach lat 90tych. Np. w takich Lanciach czy Xantiach. W niemieckich wytworach to szczyt luksusu niestety.
    Zabytki najlepsze, przynajmniej się nie psują tak jak nowe.

  • jan

    Z tego wsytkiego to kupie jakiś zadbany zabytek czyli mazdę 626 trzeciej generacji z wolnossacym dieslem.
    Jako ze mam zdolności manualno-naprawcze to doprowadzę go do jak najlepszego stanu i przynajmniej nie będę się stresował myslą że coś mi nawali w trasie ! :)

  • Karrloff

    Powiem tak…pół życia jeździłem autami koncernu VW.Najmilej wspominam VW golfa 2 generacji topór,taczka ale tak wytrzymałego auta chyba już VW nie wypuści:)Generalnie prawdziwe Volkswageny skończyły się gdzieś tak w okolicach 1993-1995 roku,po tych latach było już tylko gorzej.Moim golfem 2 z silnikiem diesla 1,6 z oznaczeniem SB miałem najechane około 320 tysięcy km.Sam osobiście przejechałem nim około 180 tyś i możecie mi wierzyć lub nie to przez ten czas nie wymieniłem nigdy żadnej końcówki drążka,żadnego sworznia,żadnej gumy od zawieszenia jedyne co w zawieszeniu wysiadało to górne mocowanie amortyzatora.Ten element był wymieniany kilka razy.Co do silnika:nigdy nie były wymieniane wtryski,same materiały eksploatacyjne,ze dwa razy wymieniałem świece żarowe i pod koniec regeneracja turbiny i tarcza sprzęgła.Teraz poruszam się wyśmiewanym przez wszystkich bolidem ze stajni renault z silnikiem 2,0 DCI 150 KM i póki co jeździ idealnie,zobaczymy co będzie dalej.Teraz podsumowanie:Jeżeli kupujesz auto za 5-8 tysięcy to tylko VW bo nawet jak kupisz furę zajeżdrzoną to niewielkim kosztem przywrócisz ją do życia i bedziesz tym samochodem jeździł do znudzenia – nie do wyeksplatowania:)ale jeżeli masz do wydania 40-70 tyś to musiałbym się zamienić z ch…na łby żeby kupić Vweja:) za te pieniądze są naprawdę lepsze auta.Koncern VW jedzie na renomie wcześniejszych modeli króre naprawdę były cool.Najgorsze w tym wszystkim jest to że użytkownicy starym modeli kupują nowsze modele z nadzieją dalszej bezawaryjnej jazdy a tu ZONK :( Pomimo wielkiego sentymentu do wcześniejszych modeli VW wiem jedno NIGDY JUŻ NIE KUPIE VW a ten blog jest tego potwierdzeniem…

    PS.żeby nie było że się wyżywam na VW :) Jeżeli będę miał okazję kupić VW golfa 2 w ładnym stanie z oryginalnym lakierem w DIESLU to kupię po to żeby sobie stał w garażu.Tylko po to że wiem że wcześniej czy później nowe samochodziki “jednorazówki” nie ruszą z podwórka a poczciwy VW z 1991 roku zawsze…

    pozdrawiam wszystkich użytkowników “prawdziwych” VW

  • Gerri

    Panie Szanowny Autorze!
    Nie wiem co za jeden głupek zaczął – a reszta kopiuje…
    Otóż nie piszemy TYŚĄC tylko TYSIĄC. Stąd skrót to TYS. a nie TYŚ.!!!!
    200 TYS. kilometrów!

  • iwo

    Rozumiem, żal autora/właściciela Passata ale nie rozumiem totalnie dlaczego nie sprzedał tego samochodu ? i kupił inną markę, np.Forda Mondeo czy jakiegoś “francuza” np Renault Laguna ? Dlaczego mimo takiej frustracji nadal go użytkuje ? jaka to przyjemność z posiadania auta które nie daje poczucia bezawaryjnego dojechania do celu ?

    Pozdrawiam serdecznie
    rafal

  • iwo

    Rozumiem, żal właściciela Passata ale nie rozumiem totalnie dlaczego nie sprzedał tego samochodu ? i kupił inną markę, np.Forda Mondeo czy jakiegoś “francuza” np Renault Laguna

    Pozdrawiam serdecznie
    rafal

  • Alek

    Wszystko fajnie, rozżalenie kupnem auta, frustracja przelana na www, ale po co? nie rozumiem. W takiej sytuacji, rozsadek podpowiada – sprzedać, kupić inną markę np Renaulta Lagunę, komfortowe, bezawaryjne auto.
    Właściciele Mercedesów z silnikami CDI zwłaszcza ci co mają modele W210 tam się prawie wszystko psuje włącznie z przedwczesną korozją itp ale jeżdżą bo? prestiż przesłania awaryjność a tu? Passat, dlaczego autor tej strony nie sprzedał go? zupełnie tego nie rozumiem.

  • Konrad

    osobiście jeżdżę zabytkiem – tj. 18 letnia Toyota, do tego prawie że sportowa (Celica 6 generacji). Jedynym problemem było zawieszenie typu Super Strut które było ówczesnym wynalazkiem Toyoty – i wynalazek ten się sprawdzał, ale na normalnych drogach… zmieniłem to zawieszenie na zwykłe typu McPherson (wszystko na zasadzie wyjmij stare i włóż nowe, zero przeróbek) i od tamtego czasu zero problemów, a auto zbliża się do 220 tys km przebiegu, silnik pokazał 174 konie na hamowni (producent podaje 175). Osobiście uważam, że stare auta wcale nie są takie złe jeśli trafimy na zadbany egzemplarz…

  • Larry

    Powiem tak…pół życia jeździłem autami koncernu VW.Najmilej wspominam VW golfa 2 generacji topór,taczka ale tak wytrzymałego auta chyba już VW nie wypuści:)Generalnie prawdziwe Volkswageny skończyły się gdzieś tak w okolicach 1993-1995 roku,po tych latach było już tylko gorzej.Moim golfem 2 z silnikiem diesla 1,6 z oznaczeniem SB miałem najechane około 320 tysięcy km.Sam osobiście przejechałem nim około 180 tyś i możecie mi wierzyć lub nie to przez ten czas nie wymieniłem nigdy żadnej końcówki drążka,żadnego sworznia,żadnej gumy od zawieszenia jedyne co w zawieszeniu wysiadało to górne mocowanie amortyzatora.Ten element był wymieniany kilka razy.Co do silnika:nigdy nie były wymieniane wtryski,same materiały eksploatacyjne,ze dwa razy wymieniałem świece żarowe i pod koniec regeneracja turbiny i tarcza sprzęgła.Teraz poruszam się wyśmiewanym przez wszystkich bolidem ze stajni renault z silnikiem 2,0 DCI 150 KM i póki co jeździ idealnie,zobaczymy co będzie dalej.Teraz podsumowanie:Jeżeli kupujesz auto za 5-8 tysięcy to tylko VW bo nawet jak kupisz furę zajeżdrzoną to niewielkim kosztem przywrócisz ją do życia i bedziesz tym samochodem jeździł do znudzenia – nie do wyeksplatowania:)ale jeżeli masz do wydania 40-70 tyś to musiałbym się zamienić z ch…na łby żeby kupić Vweja:) za te pieniądze są naprawdę lepsze auta.Koncern VW jedzie na renomie wcześniejszych modeli króre naprawdę były cool.Najgorsze w tym wszystkim jest to że użytkownicy starym modeli kupują nowsze modele z nadzieją dalszej bezawaryjnej jazdy a tu ZONK Pomimo wielkiego sentymentu do wcześniejszych modeli VW wiem jedno NIGDY JUŻ NIE KUPIE VW a ten blog jest tego potwierdzeniem…
    +1

  • Aach

    w mojej astrze g 1.7 DTI ta magiczna granica konstrukcyjna to było ok. 100 tys. Do 150 tys. wymieniane lub regenerowane byly m.in. pompa wtryskowa, przeplywka, chlodnica, wiatrak chlodnicy, egr, turbo, alternator i inne.

  • Marc

    Ogólnie koncern VW trąca troszkę tandetą, a miejscami nawet bardzo począwszy od budżetowej Skody a skończywszy na “super” Audi; nie rozumiem narodowego zachwytu. Dla mnie są to auta nudne, bezbarwne; miałem okazje zasiąść zarówno za kierownicą A6 z 2004r jak i Passata z 2006r z tymi samymi silnikami 2.0tdi (140km). Oczekiwałem ponadprzeciętnych wrażeń z jazdy, niejako wzoru motoryzacyjnego według obiegowych opinii a tutaj = wielkie rozczarowanie, a największe w przypadku A6 które przecież miało być na 6+. Auta są po prostu nijakie, nijakie prowadzenie, nijakie osiągi z tymi silnikami; najgorsze było chyba zawieszenie w Audi A6 które nie aspirowało ani do roli sportowego ani do komfortowego..

    Nie wspomnę tutaj już o starszej wersji silnika – 1.9tdi (130km) którą miałem okazję przez chwilę użytkować gdzie w większości zakresu obrotomierza panowała turbo dziura.

    Wspominałem tutaj tylko o wrażeniach z jazdy ale jak widać nawet “bezawaryjność” w VW jest legendą..

  • piero

    a ja sie powoże hondą civic z 1993r. kupiłem ją w 2007r przy przebiegu 141 tys (według licznika) nastukałem jej w 5 lat setke do 240tys i na wymianie oleju postanowiłem wkońcu z syntetyka przejść na pół syntetyk.
    biorąc pod uwage fakt ze auto miało wcześniej 5 włascicieli a ja jestem 6 przebieg który miałem na liczniku wydaje mi sie oszukany.

    morał jest krótki i z dwoma przesłaniami.
    Tylko japonia, i “dobre auta wygineły jak dinozaury”

  • Mateusz

    W Polsce VW ma renomę wśród mechaników, ale ta renoma wg mnie tyczy się modeli z 1995 i starszych. Kolega ma Golfa z tego roku i działa OK, kumpel miał Passata z 2005 i sprzedał, bo cały czas coś się pojawiało… Sporo przez ten czas się zmieniło w polityce działalności VW. “Samochód dla ludu” nie jest już na Polski rynek, jak sam powiedziałeś, są to “jednorazówki”, a i tak później Polacy kupią od Niemca używkę.

    Ja aktualnie jeżdżę Mitsubishi Galant 2.5V6 z ‘98. Trafił mi się po kolizji i wydałem sporo pieniędzy na wymianę pasa przedniego itp., ale prócz części eksploatacyjnych nic nie poszło.

    Moim kolejnym autem będzie Volvo lub Mitsu jeżeli zrobią nowego Galanta :)

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za autora bloga. Sprzedaj ten pojazd jakiemuś fanatykowi VW, niech się bawi.

  • slawek

    Witam.
    Ten link – zużycie CO2 suuuper!

  • Blaise

    Witam wszystkich,
    czytając te komentarze cieszę się że są jeszcze w naszym kraju ludzie trzeźwo myślący. Fascynacja autami koncernu VAG jest naprawdę przerażająca, myślę że niewiele odstajemy jak chodzi o ich odsetek na drodze od Niemców.. Pominę już kwestię patriotyczną, że Polakowi troche niegodnym jest jeździć niemieckim autem, jest tyle innych neutralnych narodów.. Do ludzi nic nie mam, ale nie trzeba zasilać pieniędzy niemieckich konsorcjów, a już na pewno się tym pysznić, każdy z nas zna przynajmniej jednego typka w stylu: “Och, mój Golf..”.
    Mam prawo jazdy od listopada 2009, aktualnie posiadam swój drugi samochód, oboma + kilkunastoma innymi jak kilkuletnie: Chevrolet Captiva , Kia Cee’d , Peugeot Partner, Renault Scenic czy Clio przejechałem około 70tys. km, w tym wiele na trasie do Szwajcarii po solidnych górach. Autem niemieckim zhańbiłem się tylko raz, na jeździe testowej Passatem b7, do dzisiaj mi wstyd. :)

    Moim własnym, pierwszym autem była Kia Shuma, 11letnia. 3 razy trasa w Alpy, najdalej do Mediolanu. W 13 miesięcy przejechałem nią 23tys. km. Ani złego słowa, kochane autko! Od stycznia’11 posiadam Brave’01 silnik JTD, przejechane już 26tys. W obu autach nic kompletnie, nie zawiodły mnie w najtrudniejszych warunkach! A czego się nasłuchałem, że gówna, że żenada, a w ogóle to przecież mogłem kupić Golfa 3jke z 94 za te pieniądze. Jak wypisałem wyżej, miałem styczność z autami “gorszymi” dla wielu Polaków, i wiecie co? Uważam, że wszystkie wypisane auta są bardzo dobre, nie miały poważnej awarii. Polska miłość do VW jest trudna do wytłumaczenia ale nikt mnie do tego szmelcu nie przekona. Poza tym, dla mnie to siara. Synonim ludzi bez polotu, finezji i własnych poglądów. Fajnie jest czasem podyskutować z kolegą “Golfistą” i pośmiać się z jego argumentów.
    Niech żyje oryginalność i niedoceniane marki! Naprawdę szczerze polecam auta włoskie i francuskie, to są cholerne mity o awaryjności! Polak nie potrafi tych aut szanować to ma co ma. Jak się driftuje w mrozie HDi na zimnym silniku, jedzie Laguną bez karty, albo inne hity internetu się odwala to tak jest. Auta które mają dusze potrzebują troche wiecej opieki, ale odwdzięczają się choćby stylem! No porównajcie sobie auta włoskie do niemieckich, przecież to się nawet nie da. Włoskie są najpiękniejsze!
    I ostatnie słowa dla fanów aut niemieckich, zwłaszcza pasków w “tedeiku” opowiadających wesołe historie o włoskim złomie:
    - nowoczesny silnik Diesla Common-Rail opatentował koncern FIATa, pierwsze auto z nim to Alfa 156(cudo, nie auto!)
    - pierwsza seryjna, zautomatyzowana produkcja samochodów to fabryka FIATA
    - FIAT jako pierwszy użył aluminium do produkcji głowic cylindrów
    - już przed wojną FIAT 1500 był pierowzorem aut o aerodynamicznej sylwetce
    - FIAT jako pierwszy zastosował wewnętrzne ogrzewanie pojazdu i odmrażanie szyb
    - Na zlecenie FIATa opracowano technologię zapłonu elektronicznego( przez firmę Magnetti Marelli)
    Więc niech nikt mi nie mówi, że włoska motoryzacja to tandeta, a świat zmieniał VW, BMW, czy cokolwiek innego. Może w części też, ale na pewno bez Fiata, świat motoryzacji byłby daleko w krzakach.
    O Ferrari, Maserati itp sami sobie dopowiedzcie, jak przy nich Porsche Carrera wyglądają.
    Byłem we Włoszech to ciekawe stwierdzenie usłyszałem:
    “Viva la Fiat, Alfa, Lancia! Tedeschi succhiate il cazzo, di merda!”. Sami sobie przetłumaczcie! :)
    Pozdrawiam
    ITALIA- GERMANIA 1:0!

  • Blaise

    Niech żyje oryginalność i niedoceniane marki! Naprawdę szczerze polecam auta włoskie i francuskie, to są cholerne mity o awaryjności! Polak nie potrafi tych aut szanować to ma co ma. Jak się driftuje w mrozie HDi na zimnym silniku, jedzie Laguną bez karty, albo inne hity internetu się odwala to tak jest. Auta które mają dusze potrzebują troche wiecej opieki, ale odwdzięczają się choćby stylem! No porównajcie sobie auta włoskie do niemieckich, przecież to się nawet nie da. Włoskie są najpiękniejsze!
    I ostatnie słowa dla fanów aut niemieckich, zwłaszcza pasków w “tedeiku” opowiadających wesołe historie o włoskim złomie:
    - nowoczesny silnik Diesla Common-Rail opatentował koncern FIATa, pierwsze auto z nim to Alfa 156(cudo, nie auto!)
    - pierwsza seryjna, zautomatyzowana produkcja samochodów to fabryka FIATA
    - FIAT jako pierwszy użył aluminium do produkcji głowic cylindrów
    - już przed wojną FIAT 1500 był pierowzorem aut o aerodynamicznej sylwetce
    - FIAT jako pierwszy zastosował wewnętrzne ogrzewanie pojazdu i odmrażanie szyb
    - Na zlecenie FIATa opracowano technologię zapłonu elektronicznego( przez firmę Magnetti Marelli)
    Więc niech nikt mi nie mówi, że włoska motoryzacja to tandeta, a świat zmieniał VW, BMW, czy cokolwiek innego. Może w części też, ale na pewno bez Fiata, świat motoryzacji byłby daleko w krzakach.
    O Ferrari, Maserati itp sami sobie dopowiedzcie, jak przy nich Porsche Carrera wyglądają.
    Byłem we Włoszech to ciekawe stwierdzenie usłyszałem:
    “Viva la Fiat, Alfa, Lancia! Tedeschi succhiate il cazzo, di merda!”. Sami sobie przetłumaczcie! :)
    Pozdrawiam
    ITALIA- GERMANIA 1:0!

  • pluk

    Ja osobiście na miejscu autora, podchodząc do zakupu pojazdu wziąłbym pod uwage taką zasadę: przede wszystkim nie kupować “nowości”, mianowicie modeli z pierwszych lat produkcji, a samochody zazwyczaj po liftingu, kiedy większość “chorób wieku dziecięcego” zostaje wyeliminowana. I to nie tyczy się jedynie volkswagena, a wszystkich obecnie produkowanych samochodów, gdzie w produkcji liczy się teraz ilość a nie jakość. W swoim życiu miałem kilka samochodów “różnych narodowości”. Były i polskie i włoskie i francuskie i japońskie, teraz niemieckie. I te niemieckie najbardziej sobie chwalę. Wiadomo, że starsze samochody poprzez swoją prostrzą konstrukcję były z reguły mniej awaryjne, ale na bazie doświadczenia mogę stwierdzić, że najwięcej problemów było właśnie z takimi “nowościami”. Po za tym kupowanie 3-letniego samochodu z takim przebiegiem, wydaje mi się dośc ryzykowne. Podejrzewam, że był to samochód flotowy i w związku z tym zajeżdżony. Mało kto zdaje sobie sprawę, że ze współczesnymi dieslami trzeba się obchodzić jak z jajkiem, poczekać by się rozgrzał, nie cisnąć za bardzo na gaz itd… Wystarczy, że się nie przestrzega tych zasad i wszystko się potem sypie po kolei. A miałem takie przypadki i w rodzinie i wśród znajomych, gdzie zajechali swoje samochody. A był to japończyk i francuz i wydawałoby się że też auta z wyższej półki. Nie ma reguły. W każdym razie kupowanie używanego samochodu bez wnikliwej lektury i wywiadu “środowiskowego” na jego temat to ryzyko. Ja takiego Passata bym nigdy nie kupił, przede wszystkim ze względu na silnik, o którym to powstały już straszne legendy, ale z innym motorem, czemu nie.
    Pozdrawiam

  • MirekEm

    Witam, cały tekst – jakbym czytał o moim Subaru Foresterze :)
    dodałbym oprócz filtra DPF historię o drążku stabilizatora przód, wymiana max co 15000 km :) Pierwsze stuki po 3000km od wymiany. Pozdrawiam :)

Skomentuj

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza aby wyszukać:

Dalej nie możesz znaleźć czegoś, co według Ciebie powinno tutaj być? Napisz do mnie, postaramy się rozwiązać problem razem!

Odwiedź naszych znajomych!

Kilka polecanych linków...

Archiwum

Wszystkie wpisy chronologicznie...