Archive dla: Listopad, 2009
Historia jakich wiele?
stworzony przez admin dnia lis.13, 2009, w kategorii: Bez kategorii
Informacje tutaj zamieszczone stanowią historię problemów związanych z samochodem Volkswagen Passat wersja Highline 2.0 TDI 140 KM 2005 r.
W czerwcu 2008 roku kupiłem w Monchengladbach (Niemcy) Passata ze 170 tys km na liczniku, który miał być właśnie tym samochodem o którym dawno marzyłem.
Passat 2.0
Już w drodze powrotnej do kraju, przed polską granicą, po przejechaniu 730 km silnik zaczął gasnąć. Trochę zaniepokojony dojechałem do polskiej granicy. W Jędrzychowicach zatankowałem samochód do pełna i tak dojechałem do domu. Po kilku dniach problem z silnikiem powrócił. Jednak tym razem nie było możliwości jego ponownego uruchomienia. Wskazanie przejechanych od ostatniego tankowania 740 km dało mi do myślenia, poszukałem w Internecie i okazało się, że przyczyną najprawdopodobniej jest pompa paliwa, która w samochodach VW Passat 2.0 często lubi się psuć. Diagnoza była prosta, jeśli masz 1/4 w baku, a samochód ci gaśnie to pewnie jest uszkodzona pompa paliwa. Posłuchałem rady, zatankowałem samochód do pełna i po chwili kręcenia rozrusznikiem udało mi się go odpalić.
Koszt pompy w serwisie VW bez montażu to 1200 zł, ja w nieautoryzowanym serwisie zapłaciłem 540 zł.
Po kliku tygodniach, pod koniec sierpnia, podczas jazdy zaświeciła się kontrolka świec żarowych, następnie kontrolka silnika, a po kilku kilometrach kontrolka filtra FAP (filtra cząstek stałych). Odwiedziny w zaufanym warsztacie wykazały, iż uszkodził się pierwszy czujnik temperatury za turbiną. Jednym miejscem, w którym mogłem zakupić ten czujnik był serwis Volkswagena.
Łączny koszt wymiany czujnika zamknął się w kwocie 750 zł.
W styczniu 2009 po 8 miesiącach użytkowania samochodu Passat, ponownie pojawił się problem, identyczny jak w sierpniu 5 miesięcy wcześniej. Tym razem z tytułu gwarancji usterka została usunięta bez dodatkowych opłat, ponieważ popsuł się ten sam czujnik temperatury. Problemem jednak było to, że musiałem czekać ponad 2 tygodnie na sprowadzenie części z centralnego magazynu w Niemczech.
Krótko po zimie zauważyłem nieprawidłową pracę czujników zbliżeniowych z przodu samochodu, po bliższej analizie okazało się, że odprysnął nikiel i być może uszkodził się czujnik. Trudno, będę uważniej parkował.
W czerwcu 2009 podczas dłuższej trasy (500 km) zaczął pojawiać się komunikat informujący o włączeniu trybu oczyszczania filtra cząstek stałych. Postępowanie zgodnie z informacjami serwisowymi, 80 km/h i 3000 obrotów, niestety rozwiązywało problem tylko na kilkanaście kilometrów, a pod koniec trasy włączył się męczący tryb serwisowy, podczas którego samochód ma osiągi małego fiata, maksymalna prędkość 80 km/h i 2 minuty potrzebne do nabrania tej prędkości.
Jak zwykle na warsztat, tu diagnoza: konieczna jest wymiana filtra cząstek stałych. Po zapoznaniu się z lekturą dotyczącą zasady oczyszczania spalin i problemów związanych z filtrem FAP znalazłem w Poznaniu firmę, która je regeneruje.
W serwisie VW koszt samego filtra to 7000 zł, mnie koszt usługi z montażem wyniósł 1600 zł
W drodze powrotnej z Poznania nie mogłem się nacieszyć, że odzyskałem mój stary nowy samochód.
Pomijając kilka drobnych faktów jak wymiana świecy żarowej czy holowanie samochodu na lawecie (w Passacie seryjnie nie ma koła zapasowego, tylko pompka-kompresor i płyn uszczelniający, jednak konstruktorzy VW widać nie wpadli na to, że dziura może być większa niż założyli w projekcie i ich płyn może nie dać sobie rady z uszczelnianiem) Passat sprawował się na 5+…
…do czasu, a konkretnie do 10 października 2009. Podczas jazdy zapaliła się czerwona kontrolka informująca o nieodpowiednim ciśnieniu oleju i komunikat, że natychmiast należy wyłączyć silnik.
Po sprawdzeniu poziomu oleju okazało się, że było go więcej niż po wymianie. Jako, że silnik nie produkuje oleju padło pytanie:
(pan z serwisu)- Czy ubywa płynu w układzie chłodzenia?
(ja) – Tak. Dolewałem co jakiś czas, bo ubywało.
(pan z serwisu)- Czy rano, jak silnik nie jest rozgrzany, to z rury wydobywa się biały dym, który po chwili znika?
(ja) – Tak. Było to dla mnie dziwne, no ale skoro tak się działo to uznałem, że tak ma być, przecież kupiłem prawie nowy samochód.
(pan z serwisu) – Czy pod korkiem oleju zbiera się biała maź?
(ja) – Tego akurat nie zaobserwowałem, ale mój mechanik to potwierdza.
Diagnoza:
Głowica Passat
- Przyczyną są mikropęknięcia na głowicy, to w tych samochodach normalne.
- Ale jak to możliwe?
- Po prostu chłopaki z Volkswagena zrobili za cienkie ścianki w głowicy, no i pewnie zły materiał. I teraz pękają. Jest jeszcze mała szansa, że to tylko uszczelka pod głowicą, ale przy tym silniku to tak jakby Pan w totolotka wygrał.
Oczywiście w totka nie wygrałem, nie była to uszczelka, lecz właśnie głowica. Jak zwykle koszt głowicy w serwisie jest abstrakcyjny, pomimo że to przecież ich wina! Poszukałem innego rozwiązania i znalazłem firmę, która regeneruje głowice – spawa mikropęknięcia. Po trzech tygodniach głowica wróciła do Passata i wraz z nowymi uszczelkami została zamontowana.
Koszt naprawy głowicy wyniósł 2450 zł + uszczelki 300 zł + montaż.
Po uruchomieniu silnika dostałem palpitacji serca, kontrolka od ciśnienia oleju ponownie się zaświeciła. Po sprawdzeniu ciśnienia oleju okazało, że go rzeczywiście nie ma!
W tej sytuacji konieczne było zdjęcie miski olejowej.
Do tego momentu tłumaczyłem sobie: “Trudno tak musi być. Nowe samochody też się psują, ci którzy je projektują przecież nie są w stanie wszystkiego przewidzieć. Błędów nie popełnia tylko ten, kto nic nie robi”.
Jenak gdy zobaczyłem zębatkę przymocowaną do wału korbowego, która napędza pompę oleju, zupełnie startą – bez zębów, jak w rowerze mojej babci, stwierdziłem, że coś tu jednak jest nie tak!
Zadzwoniłem do serwisu VW, podałem mój nr nadwozia i pan z działu części poinformował mnie że:
- Tego wału nie już w sprzedaży, zamiennik kosztuje 4500 zł, ale muszę wymienić jeszcze pompę oleju, bo nowy wał korbowy nie będzie pasował do mojej starej pompy. Koszt pompy to 4200 zł + jeszcze jakieś inne części, ale ceny już do mnie nie docierały, byłem w ósmym niebie.
Muszę zapłacić ponad 9000 zł dlatego, że zużyła się zębatka po przejechaniu 230000 km, która najprawdopodobniej nie miała odpowiedniej wytrzymałości. Wał jest dobry, pompa jest dobra, wystarczy wymienić zębatkę, której nie mogę kupić, bo chociaż to powszechny problem, to nikomu nie zależy na niskich kosztach jego naprawy. Tak się robi biznes.
Jeśli firma Volkswagen wypuszcza samochody jednorazowe, bo takim dla mnie jest samochód, który wytrzymuje 200 tyś km, to taki samochód powinien kosztować jak jednorazówka, czyli około 15 – 20 tys, a nie tak jak w przypadku mojej wersji 140 tys zł.
Dziś przychodzą mi do głowy pytania, które sądzę, że zaczną, bądź już stawiają sobie inni użytkownicy nowych samochodów:
- Jak można wydać takie pieniądze mając świadomość, że po 3 latach – co śmieszne, kiedy skończy się fabryczna gwarancja – samochód jest nie do użytku, bo koszty naprawy przewyższą jego wartość?
- Jak można korzystać z samochodu tej klasy zastanawiając się przed wyjazdem czy aby na pewno dotrze się do celu?
- Jaki wizerunek produktu wyrobi sobie producent samochodów wypuszczając takie buble?
- Skąd mam pewność, że układy bezpieczeństwa, chociażby te 10 poduszek powietrznych, zadziała, skoro inne rzeczy nie działają jak powinny?
- Jak mogę sprzedać samochód innej osobie mając świadomość, że ten samochód się wiecznie psuje!?
- Po co mam kupować nowy samochód skoro on jest bardziej awaryjny od samochodu który ma 15 lat?
Patrząc na to wszystko mam kilka rad:
- dla deweloperów: budujcie domy na piasku i zamiast cementu używajcie gliny. Dom po 2 latach się rozpadnie, być może nikt nie zginie, a wy znowu będziecie mogli wybudować kolejny dom.
- dla lekarzy: leczcie pacjentów tyko pozornie. Przecież jeśli pacjent będzie cały czas chory to będzie Waszym klientem, aż do śmierci.
- dla NFZ: nie wydawajcie pieniędzy na leczenie, bo przecież to jest dla Was koszt.
- dla Orlenu: róbcie złej jakości paliwa, wtedy samochód będzie więcej palił co spowoduję większe zapotrzebowanie na paliwa.
- dla drogowców nie mam rady, oni doskonale sobie radzą
- dla solidnych i uczciwych: musicie być dobrymi konsumentami, bez was ten cały szrot-biznes padnie.
Szkoda, że ta opowieść nie jest fikcją…
Oto co to
stworzony przez admin dnia lis.13, 2009, w kategorii: Bez kategorii
No to jedziemy z koksem, czyli dramatyczna historia syzyfowej pracy włożonej w cztery koła…