Volkswagen Passat

Archive dla: Kwiecień, 2011

Nie dla idiotów, czyli dla kogo?

stworzony przez admin dnia kwi.19, 2011, w kategorii: Bez kategorii

Share
Mam za sobą: 300 tys kilometrów na liczniku, stary rok i kilka napraw:

  • Wymianę sprzęgła wraz z kołem dwumasowym
  • Zabieg wycięcia filtra cząstek stałych i wstawienie emulatora
  • Czyszczenie turbo

Po każdej naprawie, której koszt idzie w tysiące złotych powtarzam sobie pytanie: skoro już tyle wymieniłem i naprawiłem to cóż jeszcze może się zepsuć?
Konstruktorzy VW zadbali o to abym regularnie otrzymywał odpowiedź na moje błahe pytanie. Jednak poziom finezji wzrasta wraz z każdą uzyskaną odpowiedzią.

Steering wheel still locked

”Steering wheel still locked” – kiedy zobaczyłem ten napis, okazało się, że samochodu nie można uruchomić, nie działa zapłon i co najgorsze, kierownica jest zablokowana. Awaria jak awaria, gdyby nie fakt, że zdarzyła się na drodze, przy wjeździe na posesję.
Ciarki mnie przeszyły kiedy uzmysłowiłem sobie, że awaria i w konsekwencji blokada kierownicy mogłaby się zdarzyć przy prędkości 140 km/h na łuku autostrady. Być może trafiłbym do policyjnych kartotek jako kolejny przypadek kierowcy, który z niewiadomych przyczyn zjechał na przeciwległy pas i ginąc zabrał z sobą całą rodzinę jadącą w aucie z naprzeciwka.
W Internecie znalazłem Pana, który przyjechał i naprawił usterkę. Wiązało się to z łącznym kosztem 800 zł.
Dowiedziałem się przy okazji, że producent zapewnia, iż podczas jazdy, nawet gdy zgaśnie silnik, mechanizm blokady kolumny kierownicy nie może się uaktywnić. Pamiętajmy jednak o tym, że funkcja blokady kierownicy to kolejny wynalazek speców z VW, który, jak pozostałe, może się zwyczajnie zepsuć.
Oczywistym jest fakt, że im więcej mechanizmów, elektroniki, czujników, etc. tym więcej elementów może ulec awarii. Ostatnio znajomy musiał pofatygować się z kilkumiesięcznym Volvo S80 do serwisu (280 km), gdyż na zimnym silniku nie miał mocy. Okazało się, że czujnik przy filtrze cząstek stałych uległ awarii.
Mam wrażenie, że z nowymi samochodami zaczyna być dokładnie tak jak ze starymi, wiecznie coś!
Dużo mówi się o ekologii, co jest argumentem przy wprowadzaniu coraz to nowych modeli samochodów na rynek wypchanych elektroniką i eko -wynalazkami. Jednak czy do końca chodzi tu o ekologię?

Jaki sens ma filtr cząstek stałych?
Filtr cząstek wyłapuje za pomocą ceramicznej siatki bardzo szkodliwe dla środowiska substancje, które się w nim osadzają. Jak się ich trochę nazbiera to zazwyczaj są również spalane. Założenie genialne, teraz trochę faktów.
Jadąc oszczędnie – około 1500 obr/min – samochód na 100 km spala około 5,5 litra, jednak w przypadku filtra cząstek taka jazda nie jest wskazana. Spaliny wydobywające się ze zbyt małym ciśnieniem zatykają cały filtr po przejechaniu 40 tys km. Więc pożądanym i rekomendowanym przez ekspertów stylem jazdy jest jazda dynamiczna. Przy takiej jeździe samochód spala 8 litów.
Różnica w sposobie jazdy skutkuje wzrostem zużycia o 1000 litrów paliwa na 40 tys km, więc żeby nie otrzymać kary w postaci konieczności wymiany filtra cząstek, którego wymiana kosztuje 7 tys zł, należy jeździć dynamicznie i zużywać o ⅓  więcej paliwa.

Gdzie w tym ekologiczny cel dla jakiego zostało to wprowadzone?

Widząc ciągłą chęć do napędzania gospodarki przez wpompowywanie nowych samochodów w rynek, proponuję dodać do Konstytucji zapis, iż każdy musi posiadać samochód nie starszy niż 5 lat. Po co sztucznie śrubować emisję CO2 (cel na 2012 to 120 gramów na kilometr) i tym sposobem zmuszać do zakupu nowych pojazdów? Przecież nie ma to zbytnio sensu. Faktem jest, że aby produkować coraz nowsze i bardziej oszczędne modele pojazdów emitujemy do atmosfery potężne ilości CO2.

Czy wiecie, że:

Wprowadźmy zatem normę dopuszczalnej emisji CO2 dla pojazdu w połączeniu z emisją kierowcy i pasażerów podczas jazdy… Jest to niemal naturalną konsekwencją obecnych trendów i należałoby się nad tym zastanowić. Nie mam na tyle głębokiej wiedzy, żeby przytaczać dokładne analizy, ale czy nie wydaje się Wam, że dążenie do obniżenia emisji CO2 przez samochód powoduje wielokrotnie wyższy wzrost emisji w przemyśle (produkcja), oraz w eksploatacji (zużycie paliwa większe o 1/3, a więc spaliny + emisja związana z wyprodukowaniem i dystrybucją tego paliwa). Ale dobra, zostawmy ten temat.

Który z nich jest idiotą?

  • Pierwszy kupuje fajną furę w salonie za 118 tys zł z dwuletnią gwarancją z limitem przebiegu do 150 tys km. Jeździ do pracy, wyjeżdża na weekendy za miasto, rocznie robi 40 tys km.
  • Drugi kupuje 3-4 letni samochód, bo nie będzie przepłacał za nowy, który zaraz po wyjechaniu z salonu straci 30% wartości. Ubezpieczenie jest tańsze, co do napraw – trzeba kupić auto w idealnym stanie. Ryzyko jest, no cóż, przecież nie wniknie się przy zakupie w samochód i nie wyłapie wszystkiego.
  • Trzeci kupuje samochód 15 letni, w dobrym stanie, bez wodotrysków, ale i bez dziur w podwoziu. Nie wyda na samochód swojej dwuletniej pensji, więc kupuje coś za 7 tys zł.

Według powszechnej opinii idiotą jest każdy z powyższych, pod warunkiem, że jest właścicielem psującego się samochodu i zamiast sprzedać, naprawia go… Czyli także ja :-)

P.S.
Jednak nie popadajcie w samozachwyt. Koncerny motoryzacyjne nauczyły się od koncernów farmaceutycznych prostej zasady na biznes: wymyśl chorobę i stwórz na nią lek. Robią więc idiotów z nas wszystkich.

Share
41 komentarzy more...

Szukasz czegoś?

Użyj poniższego formularza aby wyszukać:

Dalej nie możesz znaleźć czegoś, co według Ciebie powinno tutaj być? Napisz do mnie, postaramy się rozwiązać problem razem!

Odwiedź naszych znajomych!

Kilka polecanych linków...

Archiwum

Wszystkie wpisy chronologicznie...